Harmoszka dla początkującego bluesmana

Saturday, June 7. 2008

Skazany na bluesa nie jestem, ale na bank mam już zawiasy. Było nie było stałem się szczęśliwym posiadaczem Hohnera Marine Band. Siedzę teraz, robię dzióbki i zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi. Idea, która przyświeca mojemu graniu to: opanować Morskie Opowieści, zagrać Sto Lat i wreszcie mieć pojęcie co dalej.


Continue reading "Harmoszka dla początkującego bluesmana"

Duży przekręt domenowy w małych kroczkach

Thursday, May 8. 2008

Trafił się ostatnio dosyć ciekawy pomysł "biznesowy". Niestety podlega on pod paragrafy któreś tam, pozostając w referencji z oszustwami, wyłudzeniami, wprowadzaniem w błąd i wykorzystywaniem niewiedzy klienta.

Wielu moich znajomych otrzymało kilka dni temu telefon z ofertą. Gdy nie byli w stanie zdecydować się podczas pierwszej rozmowy dostawali "wzmocnienie" na maila.

Oszuści bazują na powszechnie znanym fakcie braku zrozumienia mechanizmów domen.

Trochę to komedia, trochę dramat, ale pisownia oryginalna:


Continue reading "Duży przekręt domenowy w małych kroczkach"

Krytycy.pl - blogvertising @ PL

Wednesday, October 17. 2007

Zdarzyło się razu pewnego, w drodze na uczelniany obiad, iż spotkałem Macieja Z. Ten zapowiedział mi, że jest w trakcie uruchamiania interesującego projektu. Kolejnego dnia spotkaliśmy się w budynku Z, aby przy dobrym espresso omówić ogólne zasady działania tego nowego mechanizmu e-marketingowego.

Krytycy.pl to pierwsza w Polsce platforma blogvertisingu. Umożliwia sprawne prowadzenie akcji propagandowych (również reklamowych), skuteczny blogspiracy, virii marketing, kreowanie powszechnie znanej "wieści gminnej" itd.

Zasada działania serwisu podobna jest do systemów afiliacyjnych, z tą różnicą (...)


Continue reading "Krytycy.pl - blogvertising @ PL"

Uczniak powraca

Monday, September 17. 2007

W wyniku: absencji jakichkolwiek rygorów życiowych, nadwyżki wygód, nadmiernego wysypiania się, braku stresu (nawet tego małego), liniowo nudnego pasma powodzeń w biznesie... rozpocząłem studia.

Trzeba wiedzieć, że zawsze miałem taką chętkę.

Żaglowiec pod pełnymi żaglami, tańcząca kobieta i biegnący koń

Thursday, July 26. 2007

Jakie rzeczy najpiękniejszymi są na świecie?

Żaglowiec pod pełnymi żaglami, tańcząca kobieta i biegnący koń
(Honore de Balzac)

Aby uzupełnić komplet przyjemności rozpocząłem przygodę kowbojską. Cały nastraszony, z nieco "obcisłym" toczkiem, kurczowo trzymając grzywę łagodnej Taczanki, zauważyłem, że świat z siodła wygląda wspaniale. Częste wizyty w stadninie i długie przebywanie z końmi działają relaksująco. Może za wcześnie, aby mówić o indywidualnej przyjaźni ze zwierzętami, ale pozbycie się uczucia obcości było czymś miłym.

W szuwarach...

Szybko jednak wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Młody ogier, którego dosiadłem, okazał bardzo solidny temperament. Przedśmiertny pokaz filmowy (często określany słowami "całe życie mi przeleciało przed oczami") był sygnałem do ucieczki. Niestety wciąż siedziałem na grzbiecie kasztanowatego awanturnika. Wnet wierzganie, lot pod niebo i lądowanie na padoku.

U chirurga spotkałem wielu fanów koniarstwa. Jedna z osób pracujących na eRce pochwaliła się, że nawet ma własnego konia. Dowiedziałem się też, że na urazówkę przywożą bardzo wiele osób. Niektóre w stanie krytycznym. Drapiąc się teraz po temblaku dumam nad kwestią "czy ta przyjemność jest tego warta"...

Klarować kotwicę najwyższy czas już

Thursday, April 12. 2007

Nazywam się Fafuła. W słowniku stoi, żem to samo co "safanduła", "niedołęga" i "niezguła". Nie czuję się taki. Co innego kontekst pewnego wierszyka marynistycznego. Prześmiewca Brzechwa wybrał wszystko co mi bliskie: królewna, żagle, pogoń za złym korsarzem Palemonem, wino i śpiew.

A przy okazji, to nie mogę się doczekać spotkania z żaglami. I to jest prawdopodobnie jedyny słuszny sposób na weekend majowy. ;-)

„Baśń o korsarzu Palemonie” (Jan Brzechwa)

Kiedy król Fafuła Czwarty
Zachorował nie na żarty,
Do doktora rzekł: Doktorze,
Nic mi widać nie pomoże,
Przeznaczenie jest nieczułe,
Przyszła kreska na Fafułę.
Muszę umrzeć - wola boża.
Niechaj zbliżą się do łoża
Królewicze i królewny,
Do nich mam interes pewny. (...)


Continue reading "Klarować kotwicę najwyższy czas już"

ISP przyjacielem za złotówkę - nowy pomysł biznesowy

Thursday, April 5. 2007

Właśnie wpadłem na kompletnie nowy pomysł biznesowy.

Idea: ISP posiadający szybką sieć lokalną (niekiedy utrudnione w przypadku Wirelessa) może oferować nową usługę - zdalny dysk. Oferta może opierać się na cenie przeliczanej 1 zł = 1 GB. 1=1 jest na tyle magiczne, że musi działać.

W ofercie należy podkreślić przelicznik (jako trywialny i niezwykle tani). Trzeba rozważyć zakup pakietowy: 10/20/30/40/50 GB itd (nie wchodzić w szczegóły i ułamki). Akcent przyłożyć na jednorazowość opłaty - np. 5 GigaBajtów za 5 zł na zawsze! Ulotka reklamowa musi zawierać zalety takiego e-dysku: tworzenie własnych kopii zapasowych, wymiana dokumentów, ratunek podczas format C:, repozytorium programów, miejsce na ważne dane. Trzeba również opisać brak dostępu do składowanych danych przez innych (umieścić słowo "hasło"). Powtarzać, że płaci raz, a ma na zawsze.

Nie zapomnieć o marketingowym mixie: bannery na www, podkreślić, że na łączach ISP typu DSL takiego dysku nie da się zrobić, wymiana sprzętu na szybszy, gdyby dysk działał wolno (np. nowe sieciówki u klientów), mailing, informacja w lokalnej prasie, sprzedaż napędów pendrive (przy podwójnej okazji, raz z e-dyskiem, dwa, że potaniały w ostatnim czasie (1GB=25zł)). Ew. późniejsze newslettery na temat e-dysku mogą być okraszane nowymi ofertami.

Jako backend techniczny proponuję Sambę (skompilować z QUOTĄ). Dysk nie musi być mirrorowany (wspomnieć o tym w regulaminie e-dysku). Klient musi umieć się logować, odnaleźć komputer w otoczeniu sieciowym (instrukcje można umieścić na www sieci). Dysk można dopiąć do któregokolwiek komputera już pracującego w lanie (np. poczty, czy ftp).

E-dyskowy host powinien się interesująco i radośnie nazywać (niekoniecznie realistycznie), np. speed.TWOJADOMENA.pl, mega.TLD.pl, omega, image, dysk, e-dysk, centrum, globe, potwor, godzilla, planeta, (słowem: niech się kojarzy z mocą, szybkością i ogromem).

Koszt jednego gigabajta w przypadku nowego dysku to właśnie około 1 zł. Oto więc recepta, jak zbudować za darmo więź z klientem.

Czytam, czytam i kombinuję jak manipulować tłumem dla forsy

Wednesday, April 4. 2007

Ha, wybrałem się onego czasu do mojego trenera Wojciecha P., o którym jeszcze w kontekście biznesowym będzie głośno. Dyskutowaliśmy nad moimi sprawami (de facto na tym polega coaching), a na końcu pożyczyłem od W. książkę. Czego ja się z niej nie dowiedziałem!

Rzecz krwiście opisuje Dariusz Doliński. Krew należy do biednych studentów, bo to wykłady z psychologii. Tytuł mówi sam za siebie: "Techniki wpływu społecznego". Autor nie ucieka od kwestii ekonomicznych, ale też nie jest ich fanatykiem. Ja za to zamierzam przymierzyć się do opracowania kilku wątków, w formie poradników do e-biznesu, tutaj na blogu. Na moje szczęście książka Dolińskiego nie jest poradnikiem i nie naprowadza na rozwiązania. Taki właśnie cały ja i bez skażeń mam zamiar główkować.

Robot uczy mnie grać na perkusji

Thursday, March 29. 2007

Jestem bardzo zadowolony, bo mistrz Robot przyjął mnie na swojego uczniaka. Kim jest Robot? Robot gra na perkusji, czyli jest muzykiem. Zamiast iPoda Robot używa Nagry III, słuchawkę bluetootha zastępuje Neumannem, melodie do komórki może zrobić sobie na mini-Moogu, a w dodatku nie szanuje kompletnie perkusji młodszych niż 30-letnie.

Oto właśnie Robotowy świat, a wszystkiego nie wymieniłem. Jest jeszcze kawałek, gdzie można posłuchać, a nawet zobaczyć:

Robotobibok

Ubogie duchowo życie klikacza

Tuesday, November 14. 2006

Komputery są do dupy. Ludzi interesujących się IT bezwzględnie uznać należy jako nierozgarniętych nudziarzy. Zmienny jest jedynie stopień zaawansowania w chorobie.

Aby zapobiec czerstwieniu mózgu zaopatrzyłem się ostatnimi czasy w szereg interesujących narzędzi. Pierwsze oblicza czas, jaki spędzam molestując krzemowe trupy. Nazywa się karm i jest super, mimo, że wykorzystuje QT i potrzebuje dwóch ton zależności KDE. Drugi wynalazek to KMyMoney, czyli księgowość dla cywili. Niesamowita ulga, gdy zestawienie miesięczne ujawnia, że pieniądze z przeróżnych zleceń nie zgubiły się, a zostały w knajpie...

Ostatecznie wyliczam czas z karma, księguję forsę w pamięci (pośrednio) lub w kmymoneyu (ostatecznie) i przestaję wreszcie pracować.

Uruchomiłem blog na bazie serendipity...

Thursday, November 9. 2006

Stało się. Uruchomiłem blog. Nie jest to mój pierwszy raz. Ostatni blog był drętwy. Opisałem w nim jedynie jak to wpadłem pod pociąg. Zdarzenia (zarówno uruchomienie bloga, jak i wpadka) rozeszły się echem o propagacji zerowej. I dobrze, bo nie wydarzyło się nic złego.