Jak to wpadłem
Dzwoni mi numer, którego nie mam w książce. To jest sytuacja standardowa i nie ma co z tego robić jakiś durnych postów na blogu. Heh, ale dialog krejzi:
Oleczek: Halo?
Facet: Dzień dobry, jest pan podobny do króla.
O: yyy
F: Do księcia właściwie.
O: Świetnie.
F: Mam na myśli Alberta Sachsen-Coburg-Gotha, tego który poślubił królową brytyjską Wiktorię.
O: Jasne, oczywiście, że go znam.
F: Zagra pan taki krótki epizod w filmie historycznym?
I tak to właśnie wpadłem w kręgi arystokratyczne. Przebrany w rajtuzy, z doklejonymi wąsiskami, będę się hajtał z królową. Dobrze, że na niby.
Czy faktycznie jestem podobny?

Czytałem o tym całym królu. I muszę Wam powiedzieć, że był to spoko gość, a nie jakiś zboczeniec. Chociaż jak to mówią: co się odwlecze, to nie uciecze.
Zresztą, czekerap:
Albert poznał Wiktorię (1819-1901) - wówczas jeszcze księżniczkę w roku 1835. Nie wzbudził on jej zainteresowania ze względu na swój wygląd - był kluskowatym, niezgrabnym wręcz sennym szesnastolatkiem (Do tej pory się zgadza. przyp. autora bloga). Dopiero cztery lata później ponownie pojawił się przed obliczem Wiktorii, tym razem jako opalony mężczyzna o szerokich ramionach (Czyli mam iść na solarkę??!! przyp. autora bloga). 10 lutego 1840 ożenił się z Wiktorią - wówczas już królową. Małżeństwo, mimo że ukartowane, było szczęśliwe - Albert kochał Wiktorię, ona zaś nie widziała poza nim świata (Heh, lol. przyp. autora bloga).
Dodaj nową odpowiedź